Jak wiele nosisz w sobie emocji? Jak wiele myśli krąży w Twojej głowie? Zastanawiasz się może, co zrobić z tym całym dobrodziejstwem? Wyrzuć z siebie wszystko to, co niesie ze sobą rozstanie! Możesz to zrobić w bardzo bezpieczny, a za razem terapeutyczny sposób. Skutkiem ubocznym może okazać się, w długoterminowej perspektywie, Twoje dobre samopoczucie, a nawet i zdrowie.
Chaos, który niesie ze sobą rozstanie
Można wręcz zwariować od myśli krążących wciąż wokół jednego tematu – rozstania. Ciągła analiza jak to się stało, dlaczego, i co mogłoby się wydarzyć, gdybym tylko… Rozstanie to ogromna zmiana, burząca dotychczasowy porządek, znaną i przez to bezpieczną rzeczywistość.
Pamiętam, jak było dla mnie wykańczające prowadzenie w głowie ciągłych rozmów z moim byłym. Próbowałam go w nich na różne sposoby przekonać, że zrobił źle odchodząc. Szukałam ciągle właściwych słów, właściwych argumentów, które byłyby niepodważalne, i które pokazałby ja bardzo będzie swojej decyzji żałował.
A do tego te wszystkie emocje, wpadające ze skrajności w skrajność. Łatwo przechodzi się wtedy z bezdennej rozpaczy w rozszalały gniew, by następnie wpaść w obezwładniający lęk o to, co dalej. To wszystko razem tworzy w nas ogromny chaos.
Przenieś swój ból po rozstaniu na papier
Przelewanie swoich myśli i uczuć na papier może przynieść Ci realną poprawę samopoczucia. Dowiedziono tego naukowo! Profesor Pennebaker prowadził badania, które potwierdziły zbawienny wpływ prowadzenia zapisków opisujących przeżyte traumy. Badaniom poddawane były osoby w różnym wieku i pochodzące z różnych grup społecznych. Wyniki były dla nich wszystkich takie same – wzmocnienie układu odpornościowego, obniżenie poziomu stresu, trwała poprawa nastroju.
Metoda Pennebakera polegała na pisaniu o trudnym doświadczeniu przez zaledwie 20 minut przez kolejne 4 dni. Można się jednak zdecydować na prowadzenie regularnych zapisków. Trudno znaleźć badania naukowe potwierdzające skuteczność prowadzenia dziennika, ale z pewnością potwierdzą ją osoby, które taki dziennik prowadzą. Jest to również metoda z powodzeniem wykorzystywana przez terapeutów w pracy z klientem, szczególnie w walce z niechcianymi zachowaniami (np. objadaniem się, paleniem).
Korzyści, które możesz wynieść z prowadzenia dziennika, to m.in.:
• Doprecyzowanie myśli i emocji,
• Oczyszczenie umysłu,
• Śledzenie, jak zmieniasz się w czasie,
• Pogłębienie znajomości samej/samego siebie,
• Złagodzenie stresu,
• Stymulacja do rozwoju osobistego.
Zacznij przygodę z prowadzeniem dziennika już dziś!
Weź zeszyt, notatnik lub otwórz worda na komputerze i pisz! Jeżeli masz z tym jakiekolwiek trudności, zachęcam Cię do przeczytania krótkiego poradnika, który dla Ciebie przygotowałam. Dostępny jest TUTAJ.
Do dzieła!


7 komentarzy “Rozstanie przelane na papier”
Pamiętam jak kilka lata temu miałam duże problemy z emocjami związanymi z pewną znajomością i wprawdzie nie pisałam takiego dziennika o jakim piszesz (chociaż uważam, że to dobry pomysł), ale zaczęłam pisać historię wymyślonej bohaterki. Kiedy skończyłam czułam, że jest mi lepiej i jakoś dałam radę 😉
Pisanie historii wymyślonej bohaterki może być również oczyszczające, jak sama wspominasz. Kiedyś sama testowałam pisanie bajki o bohaterce, która mierzyła się z problemem, przed którym postawiło mnie życie. Spojrzenie z boku, szukanie rozwiązania dla kogoś innego, odblokowało moją kreatywność. Bardzo polecam tę technikę.
Ja się po części z zapisywaniem zgadzam, ale.. nie do końca.
Bo fajnie jest pozbyć się z siebie siedzących w głębi emocji, ale w pewnym momencie może się to zmienić w litanię żalów nad samym sobą [tak miałam, mówię tylko i wyłącznie o własnym doświadczeniu], które raczej jest błędnym kołem i dreptaniem w miejscu niż progresem.
Jeśli komuś pomaga – super, u mnie się nie sprawdza do końca.
albo złą formę stosuję.
Wiesz, to wszystko zależy od naszego nastawienia i tego, co właściwie chcemy osiągnąć pisząc. Nawet jeśli zamieni się to w litanię żalu, łez etc., to w pewnym sensie to wszystko wyrzucasz z siebie. Przynajmniej zawsze tak bywało u mnie. Mi to pomagało, nawet jeśli zanosiłam się z płaczu pisząc wszystko, albo wyrzucałam same przekleństwa. Nie wiem czemu, ale korelacja papieru i myśli przelewanych na niego, uspokaja mnie 🙂
Może po prostu każdy musi wypracować swój sposób 🙂 Niekoniecznie dotyczący kartki i długopisu 🙂
Pozdrawiam! 🙂
Zapewne każdy musi. Pisanie mi pomaga, ale nie aż tak, jak innym, najwidoczniej. Mnie czyści głowę kartka i farby albo patrzenie przez aparat na świat. Albo gotowanie.
Wtedy jakoś myśli swobodniej mi płyną.
Swoją drogą podczas pisania mam jeszcze jeden problem – myśli wyprzedzają to, co piszę aktualnie – gubię wątek czas, robię jakieś idiotyczne skróty i sama się w tym wszystkim gubię (((:
Gdy jestem bardzo zdenerwowana albo zwyczajnie wkurzona, to pomaga mi sprzątanie, albo długi i szybki spacer z muzyką w uszach 😀
Kiedyś też więcej malowałam, teraz jakoś to zaniedbałam :c
Z myślami wyprzedzającymi nasze palce/dłonie to mam tak samo, dlatego muszę zwolnić i pomyśleć, co w pewien sposób systematyzuje moje splątane myśli 😀 ale do pisania trzeba mieć jednak czasem odwagę, zresztą do każdej czynności, która nas uzewnętrznia 🙂
Zawsze przenoszę ból na papier, czasem też i ten elektroniczny. Taka autoterapia “uratowała” mnie z wielu przykrych zdarzeń w moim życiu, pomogła się pozbierać. W sumie, warto zapisywać nie tylko te bolesne myśli i przeżycia, ale także różne problemy, bardziej przyziemne. Gdy tylko zapisuję splątane myśli, oczyszczam się wewnętrznie, uspokajam i trzeźwiej myślę 🙂